W mediach często słyszymy o “polskim produkcie”, który podbija świat — jak w przypadku firmy ICEYE, wycenianej na blisko 10 miliardów złotych, dostarczającej zaawansowane satelity radarowe armiom NATO. Tytuły krzyczą o “polskim jednorożcu”, a politycy i eksperci chwalą się kontraktami z polskim wojskiem. Ale to kłamstwo. ICEYE nie jest polską firmą. To spółka założona w 2014 roku w Finlandii przez Polaka i Fina. Siedziba główna w Helsinkach, fiński system prawny, fińskie wsparcie finansowe przyznane po jednym interview dwudziestoparolatkom i wsparcie instytucjonalne — to tam ICEYE rozwinęło skrzydła, budując największą na świecie konstelację mikrosatelitów SAR (Synthetic Aperture Radar). Satelity te, operujące na orbitach 500–600 km, dostarczają precyzyjne obrazy Ziemi niezależnie od pogody, z częstotliwością co godzinę. Służą nie tylko armiom (jak w niedawnych kontraktach z Bundeswehrą za 1,7 mld euro czy polskimi Siłami Zbrojnymi), ale też ubezpieczycielom czy służbom poszukiwawczym. Fakt, że założyciel jest Polakiem, nie czyni ICEYE polskim przedsiębiorstwem. Czyni je za to symbolem polskiej porażki systemowej. Ta firma nigdy nie powstałaby w Polsce — nie z braku talentów czy ambicji, ale z powodu braku warunków do prowadzenia innowacyjnego biznesu na globalną skalę. Polska gospodarka, zamiast wspierać deep-tech i technologie kosmiczne, dusi je biurokracją, politycznymi układami i instytucjonalnymi barierami. Poniżej rozbiorę to krok po kroku, wskazując konkretnych winnych.
foto: Internet / (ICEYE) www.esa.int
W Polsce system sądowniczy to jedna z największych blokad dla biznesu. Sprawy gospodarcze ciągną się latami — średnio 5–10 lat na rozstrzygnięcie, a w skomplikowanych przypadkach nawet dłużej. Dla firmy jak ICEYE, która wymaga szybkich decyzji w sporach kontraktowych, patentowych czy inwestycyjnych, to wyrok śmierci. W tym czasie przedsiębiorstwo traci płynność finansową, nie może pozyskać nowych funduszy, a konkurencja na globalnym rynku ucieka do przodu. Sądy, zamiast chronić innowatorów, stają się narzędziem paraliżu. Reforma sądownictwa, zapowiadana od lat, utknęła w politycznych sporach, a efekt? Polscy przedsiębiorcy wolą zakładać firmy za granicą, gdzie wyrok zapada w miesiące, nie dekady.
Biznes w Polsce nie działa w wolnym rynku — działa w sieci politycznych wpływów. Banki, fundusze państwowe i instytucje często podejmują decyzje nie na podstawie analizy ekonomicznej, ale “sygnałów z góry”. Klasyczny przykład to historia Alberta Gryszczuka, założyciela firmy EVAN (producenta samochodów e-mobility). Polityk który go odwiedził jak mówił Gryszczuk “zasugerował” mu sprzedaż spółki, a gdy ten odmówił, bank nagle wypowiedział kredyt, pogrążając firmę w chwilowym kryzysie. To nie incydent — to system. W Polsce, bez układów z politykami, trudno o stabilne finansowanie. ICEYE wymagało setek milionów euro inwestycji wysokiego ryzyka, w tym od funduszy venture capital jak General Catalyst. W Polsce taki kapitał jest reglamentowany: dostępny dla “swoich”, powiązanych z rządzącymi. Bez parasola partyjnego innowator staje się celem, a nie partnerem.
Polska administracja to labirynt niejasnych przepisów, zmiennych interpretacji i uznaniowych decyzji urzędników. Przedsiębiorca nigdy nie wie, czy jutro nie zmieni się prawo czy regulacje branżowe. Dla firmy kosmicznej jak ICEYE, która musi współpracować z agencjami rządowymi, armiami NATO i międzynarodowymi instytucjami, taka nieprzewidywalność to koszmar. Biurokracja nie pomaga — ona kontroluje i karze. Dodajmy do tego horrendalne koszty i opóźnienia w Urzędzie Patentowym RP. Ochrona własności intelektualnej, kluczowa dla deep-tech, ciągnie się latami: proces przyznania patentu może trwać 3–5 lat, a koszty (opłaty, rzecznicy, tłumaczenia) sięgają dziesiątek tysięcy złotych na jedną aplikację. W tym czasie technologia starzeje się, konkurencja kopiuje pomysły, a firma wykrwawia się finansowo. W Finlandii patenty przyznawane są szybko i tanio, co pozwala budować przewagę rynkową. W Polsce? To bariera, która zabija innowacje na starcie.
W Polsce venture capital i fundusze wysokiego ryzyka istnieją teoretycznie, ale w praktyce są uzależnione od politycznych koneksji. Programy wsparcia z UE czy państwowe fundusze często trafiają do firm z “odpowiednim” zapleczem. ICEYE pozyskało 150 mln euro w rundzie E, z inwestorami jak fundusz Rafała Brzoski — ale to już po tym, jak firma urosła w Finlandii. Na wczesnym etapie, bez politycznych układzików, polski startup nie ma szans na skalę globalną. Państwo traktuje sukces jako problem do opodatkowania a nie wartość do ochrony. Wynik? Talenty emigrują a know-how ucieka.
Dlaczego ICEYE rozkwitło w Helsinkach? Bo Finlandia oferuje stabilne prawo, przewidywalne warunki, partnerskie państwo i szybki dostęp do kapitału. Tam firma zatrudnia 900 osób w biurach na całym świecie, w tym 150 w Warszawie — ale to już “polski ogon” fińskiego sukcesu. Kontrakty z armiami NATO (Niemcy, Polska, Holandia, Portugalia, Finlandia) i wycena 2,8 mld dolarów to efekt fińskiego ekosystemu — nie polskiego.
To nie jest historia polskiego triumfu. To akt oskarżenia wobec systemu, który niszczy przedsiębiorczość. Dopóki sądy będą niewydolne, polityka będzie przeregulowywać, biurokracja dusić inicjatywę, a patenty kosztować krocie — Polska pozostanie krajem cudzych sukcesów. Kolejne firmy kategorii ICEYE powstaną w Helsinkach, Tallinnie czy Londynie ale nie w Polsce bo Polska to kraj pogrążony w głębokiej odmianie biurokratycznego zamordyzmu, któremu nazwy nikt jeszcze nie nadał — historia oceni erę tego bezuczuciowego i bezrefleksyjnego bandytyzmu, który zabija gospodarkę i sprawiedliwość w Polsce od dekad.
Radio Piotrków 📬 napisz wiadomość | Opublikowano: 8 lutego 2026
Autor: L³ | Kopiowanie lub rozpowszechnianie treści bez zgody redakcji zabronione. Wszelkie prawa zastrzeżone © Radio Piotrków