🔴 ON AIR
Drastyczny spadek płynności finansowej w gospodarstwach rolnych i katastrofalne stawki zmusiły branżę do ożywionej dyskusji. Dotychczasowe mechanizmy ustalania cen na rynku trzody chlewnej przestają zdawać egzamin w obliczu nowych struktur sprzedaży. Eksperci ostrzegają jednak przed rewolucją i chaosem jaki może ona wywołać. Wskazują, że bez odróżnienia cen od modeli umownych, rynkowi grożą jeszcze większe anomalie.
Podczas czerwcowego spotkania członków niemieckiego stowarzyszenia hodowców świń ISN stało się jasne, że transformacja dotychczasowych modeli cenowych na rynku trzody chlewnej jest koniecznością. Dr Torsten Staack, dyrektor zarządzający ISN, podkreśla, że producenci wykazują ogromną chęć do wspólnego wypracowania nowych zasad na partnerskich warunkach. Kluczem do sukcesu jest jednak precyzyjne rozdzielenie trzech fundamentalnych kwestii, którymi są same ceny, modele cenowe oraz treść zawieranych umów. Sektor pilnie potrzebuje niezależnego systemu, który będzie precyzyjnie odzwierciedlał puls rynku. Choć obecny system VEZG jest niezwykle wartościowy, to ewolucja struktur handlowych wymaga wdrożenia nowych instrumentów wspierających. W obszarze umów chodzi przede wszystkim o bezwzględne wyegzekwowanie minimalnych wymogów prawnych zapisanych w regulacjach dotyczących organizacji rynków rolnych i łańcuchów dostaw. Choć takie postawienie sprawy może budzić opór niektórych rzeźni, to kierunek zmian został już jednoznacznie wyznaczony przez prawo.
Wielu uczestników rynku dąży do uzyskania większej pewności cenowej w krótkim okresie, co jednak niesie ze sobą poważne skutki uboczne. Ekspert rynkowy Klaus Kessing zauważa, że sztuczne ograniczanie częstotliwości zmian sprawia, że ewentualne korekty w kolejnych dniach notowań stają się drastycznie wysokie. Przekłada się to bezpośrednio na gigantyczne ryzyko marketingowe dla producentów. Zależność tę doskonale widać na przykładzie Niemiec, które od 2025 roku odnotowały najmniejszą liczbę tygodniowych zmian cen w Unii Europejskiej, ale jednocześnie średnia wartość tych korekt była najwyższa i wyniosła aż 10,1 centa za kilogram masy tuszy. Dla porównania, w Polsce, Francji czy Hiszpanii wahania te zamykały się w granicach zaledwie kilku centów. Ten niebezpieczny trend nasilił się zwłaszcza po pandemii COVID-19. Przed 2020 rokiem ceny zmieniały się znacznie częściej, ale za to skoki były łagodniejsze, podczas gdy obecnie producenci muszą mierzyć się z nagłymi i głębokimi tąpnięciami rynkowymi.
W debacie publicznej regularnie pojawia się temat wprowadzania cen półrocznych, jednak eksperci podchodzą do tego pomysłu z dużą rezerwą. Samo zamrożenie stawki na sześć miesięcy nie jest opłacalnym rozwiązaniem, ponieważ w tym okresie dynamika rynku europejskiego może doprowadzić do powstania potężnych dysproporcji. Efektem byłyby gigantyczne wahania cenowe na przełomie kolejnych półroczy, sięgające nawet kilkudziesięciu centów. Zupełnie inną kwestią są natomiast indywidualne kontrakty specyficzne dla danego gospodarstwa lub długoterminowe modele wygładzania stawek oparte na cenie bazowej. W takich przypadkach każdy hodowca może samodzielnie skalkulować ryzyko i podjąć decyzję o uczestnictwie. Z tego powodu Klaus Kessing apeluje o ostrożność i precyzyjne weryfikowanie, co dokładnie kryje się pod modnym hasłem cen półrocznych, zanim branża zdecyduje się na jakiekolwiek wiążące deklaracje.
Radio Piotrków 📬 napisz wiadomość | Opublikowano: 18 października 2026
Autor: Cenyrolnicze.pl | Kopiowanie lub rozpowszechnianie treści bez zgody redakcji zabronione.
Wszelkie prawa zastrzeżone © Radio Piotrków