🔴 ON AIR
Biurokratyczny paraliż oraz katastrofalne ceny skupu na poziomie 4,60–4,80 zł za kilogram wagi żywej zmuszają polskich hodowców do masowej likwidacji stad trzody chlewnej. Janusz Terka (na zdj.), hodowca z powiatu piotrkowskiego i działacz rolniczej „Solidarności”, obnaża realia pracy w gospodarstwie, gdzie rolnik stał się przede wszystkim… pracownikiem biurowym. Jak wskazuje Terka, drastycznie rosnące wymogi ewidencyjne w strefach ASF oraz skomplikowane procedury sprzedaży tuczników powodują, że branża utrzymuje się na powierzchni wyłącznie dzięki niewliczaniu kosztów własnej, kilkunastogodzinnej pracy do bilansu gospodarstwa.
Papierowa rewolucja: Lista rejestrów, które musi prowadzić hodowca
Liczba ewidencji narzucanych przez przepisy drastycznie wzrosła. Janusz Terka wylicza dokumenty, które każdy hodowca świń musi stale prowadzić i udostępniać podczas kontroli:
- Identyfikacja i obrót (System IRZ+): Obowiązkowa książka rejestracji i identyfikacji zwierząt (w wersji papierowej tylko do końca roku, później wyłącznie elektronicznie). W strefach ASF każde przemieszczenie świni musi być zgłoszone w ciągu 48 godzin. Dodatkowo rolnik musi dwa razy w roku przeprowadzić spis pogłowia i zgłosić go do ARiMR oraz prowadzić wewnętrzny rejestr świń z podziałem na grupy wiekowe.
- Bioasekuracja i pracownicy: Rejestr osób wchodzących do gospodarstwa, ewidencja wjeżdżających środków transportu oraz rejestr osób wykonujących czynności przy zwierzętach (obejmujący również domowników).
- Pasze, leczenie i dezynfekcja: Ewidencja leczenia zwierząt, rejestr paszowy (przy zakupie gotowych pasz) oraz rejestr komponentów (białkowych, zbóż itp.) przy produkcji własnej. Obowiązkowe są też rejestry zużytych środków do dezynfekcji i deratyzacji.
- Produkcja roślinna: Ewidencja wszystkich zabiegów agrotechnicznych na polu, w tym rejestry stosowania środków ochrony roślin oraz nawozów naturalnych.
Biurokratyczny koszmar przy sprzedaży świń w strefie ASF
Uchowanie tucznika to dopiero początek problemów. Jeśli gospodarstwo znajduje się w obszarze objętym restrykcjami z powodu afrykańskiego pomoru świń, sprzedaż wymaga przejścia przez wieloetapową procedurę urzędową.
Najpierw rolnik musi wypełnić papierowy wniosek do Powiatowego Lekarza Weterynarii o wyrażenie zgody na przemieszczenie trzody chlewnej i zawieźć go osobiście do inspektoratu. Po pozytywnym rozpatrzeniu prośby, rolnik jedzie do powiatu po raz drugi, aby odebrać decyzję. Dopiero z tym dokumentem może wezwać urzędowego lekarza weterynarii na gospodarstwo. Ten przyjeżdża, bada stado i wystawia świadectwo zdrowia. Dopiero wtedy transakcja może dojść do skutku.
460 złotych za tucznika przy 15-godzinnym dniu pracy
Finał tych procedur okazuje się dla hodowców ekonomicznym dramatem. Na krajowym rynku stawki za świnie w dostawach całosamochodowych drastycznie spadły. - Wszystkie te rejestry jak się zrobi, wykona się tą pracę na tym gospodarstwie, te świnki urosną – na dzień dzisiejszy świnki sprzedaje się gdzieś w granicach, mówimy o całosamochodowych dostawach, 4,60–4,70 zł. Może komuś uda się sprzedać za 4,80 zł za kilogram wagi żywej. Za 100-kilogramowego tucznika powiedzmy, że dostaniemy przy całosamochodowej dostawie około tam 460–470 zł. No i to jest wszystko – wylicza Terka.
Za te pieniądze rolnik pracuje od godziny 5:00 rano (rozpoczęcie załadunku) do 20:00, z przerwami na posiłki trwającymi zaledwie po 20 minut. Dzień kończy się wieczornym wypełnianiem dokumentacji biurowej do godziny 22:00. Terka zauważa, że hodowcy bydła mlecznego mają jeszcze trudniej, bo wstają o 4:00 rano. Polskie chlewnie pustoszeją, ponieważ rolnicy „bezpłatnie” pracują na własnej ziemi – gdyby zaczęli wyceniać czas spędzony w chlewni i przy biurku, produkcja zamknęłaby się natychmiast.
Radio Piotrków 📬 napisz wiadomość | Opublikowano: 21 października 2026
Autor: CenyRolnicze.pl | Kopiowanie lub rozpowszechnianie treści bez zgody redakcji zabronione.
Wszelkie prawa zastrzeżone © Radio Piotrków