O zaocznym wyroku i zabijaniu więzi rodzinnych w imię proceduralnego spokoju czyli jak łamać prawo zgodnie z przepisami.
Rano Anna przybiega do swojego męża i mówi, że pieniądze nie wpłynęły i pyta czy firma upadła w związku z tym. Mąż mówi że tak. Żona po kilku godzinach po wymianie zdań popycha go próbując zepchnąć ze schodów - ten nie wytrzymuje, wyciąga do niej dłoń na pożegnanie i mówi “to koniec tego związku” i wychodzi na spacer. Po powrocie żona wręcza mu oświadczenie, że chce aby zrzekł się wpłaconej zaliczki na zakup ziemi na poczet alimentów w kwocie 103 830,00 zł - zgadza się i podpisuje dokument który przygotowała. Wie, że te pieniądze pokryją alimenty z góry za parę lat więc jest spokojny o dzieci. Znów wychodzi na spacer. Po kilku godzinach wraca widząc odjeżdżający, zapakowany bo burty wóz dostawczy - matka znika z całym jego dobytkiem, dziećmi i psami odjeżdżając w kierunku domu swoich rodziców.
Ojciec wchodzi do pustego wynajmowanego domu gdzie zastaje pustkę i ciszę. Matka składa pozew bez orzeczenia o winie - za porozumieniem stron tak jak ustalili. Po miesiącu przychodzi właściciel mieszkania w którym przebywa sam ojciec w pustych ścianach i prosi o zapłacenie zaległych czynszów i rachunków. Ten nie ma ani grosza i decyduje się na opuszczenie mieszkania zabierając ze sobą tylko plecak, pismo z sądu o rozwodzie z datą rozprawy i zamieszkuje w biurze ale i stamtąd po kilku tygodniach musi się wyprowadzić. Ląduje na ulicy. Żona zmienia pozew ugodowy na pozew z orzeczeniem o winie i alimenty dla siebie i na dzieci. Wbiega na rozprawę spóźniony, zasiada w ławie. Po chwili podnosi się i zwraca do sędziego aby ten pozwolił mu mówić.
Redakcji nie udało się ustalić czy w protokole w ogóle zanotowano jego obecność - na pewno nie zaprotokołowano ani jednego jego słowa ojca, ponieważ sędzia spoglądając na niego, uderzył młotkiem w stół oznajmiając, że zamyka rozprawę. Protest ojca spotkał się z groźbą kary więc mężczyzna świeżo rozwiedziony i bezdomny wyszedł z sali. Nie płaci alimentów, bo tak się umawiali - matka jednak nie dotrzymuje słowa i składa wniosek do Funduszu Alimentacyjnego i komornika blokując mu możliwość postawienia siebie i firmy na nogi.
Zima, minusowa temperatura. Matka wyznacza widzenie w zajeździe pod Legbądem niemal w środku lasu gdzie nie kursuje żadna komunikacja miejska ani pociągi. Ojciec nie ma samochodu ale jedzie z Piotrkowa Trybunalskiego, gdzie obecnie przebywa pobierając z MOPS 250 zł miesięcznie na życie jako bezdomny, zarejestrowany jako bezrobotny z orzeczeniem czasowym o niepełnosprawności ruchowej. Musi być o określonej godzinie (każde spóźnienie to zastanie wiatru w polu zamiast dzieci albo pocałowanie klamki) przyjechać dzień wcześniej, zapłacić za nocleg, potem pokonać kilkanaście kilometrów. Uzbierał na tą wyprawę ale wie, że dzieci i tak nie będzie na miejscu, bo nigdy dotychczas ich w umówionych miejscach nie było a jeśli były to na max. 10 minut, bo zawsze po chwili matka zabierała je mówiąc, że jak chce się z nimi widzieć dłużej albo w godzinach innych niż wyznaczone przez sąd to niech złoży pozew (już wtedy miała świadomość że on nie ma na to pieniędzy i że sąd w Tucholi jest niewydolny a każda sprawa w jej kwestiach trwa latami). Zawsze była wymówka: “imieniny cioci”, „telefon wpadł do wanny”, „internet nie działa”, „laptop się zepsuł”, “muszę pilnie iść”.
Mała sala w budynku Opiniodawczego Zespołu Sądowych Specjalistów (Sygn. I Oro 33/23). Dwoje dzieci (rocznik 2011 i 2013) i ich biologiczna matka siedzą przy złączonych dwóch stolikach - ojciec widzi swoje dzieci po raz pierwszy od kilku lat. Przez te lata matka nie znalazła czasu a sąd nie zdążył rozpatrzyć pozwów do których zmuszała go matka jego dzieci. Na poprzednie badania kilka lat temu się nie stawił z przyczyn finansowych a matka z wyrzutami pisała mu, że dzieci na niego czekały i czuły się zawiedzione, że nie przyjechał na badanie OZSS. Tym razem było inaczej.
Tata wchodzi do pokoju w którym siedziały jego dzieci, daje im buziaka w głowę na powitanie. Pytają matkę o zgodę wzrokiem czy mogą przyjąć po kompasie, który wręcza im tato jako upominek - ta skinieniem zezwala. Siedzą wśród gier planszowych i książkowych bajek w dusznym pokoju. Ojciec siada i pyta czy wiedzą gdzie są i co to za miejsce:
- W sądzie - odpowiada syn ojca a córka nie odpowiada na żadne próby kontaktu wpatrzona w podłogę
- Nie - odpowiada tata - próbując zaadaptować je do sytuacji - po czym przechodzi do gradu pytań o to co u nich słychać ale rozmowa się nie klei i za każdym razem matka musi wyrażać skinem zgodę na odpowiedź dzieci na zadawane pytania przez tatę.
Ten wyciąga przyniesione przez siebie szachy w międzyczasie rozpoczynając miliony tematów i pytając o to kto z nim zagra.
- Ja mogę zagrać! - odpowiada z rozpędu syn ale jego wzrok przeprasza matkę, że odpowiedział bez jej zgody. To świadczy o silnym emocjonalnym zakazie kontaktów z ojcem.
Matka jest po zaocznych studiach pedagogicznych i nigdy nie pracowała w zawodzie ale zawsze i wszędzie stawiała siebie jako magister specjalistkę od pedagogiki - tyle sądom zawsze wystarcza żeby była ekspertem od wychowywania. Jej matka z kolei od trzech dekad pracuje w tucholskim szpitalu. Ojciec znalazł się tu z dziećmi na swój wniosek w sądzie, który złożył do pozwu o przywrócenie mu władzy rodzicielskiej, które odebrał mu w zaocznym trybie sędzia tucholski na skutek pozwu cywilnego matki jego dzieci. Ojciec jest pozbawiony władzy rodzicielskiej od kilku lat - wyrok zapadł bez wiedzy i udziału ojca - wyrok wydał Marcin Affelski z tucholskiego sądu. Wyznaczenie w Tucholi rozprawy właśnie tyle trwa - kilka lat. Kluczowym narzędziem matki tu okazała się fikcja doręczenia - sędzia nie zwrócił się z wnioskiem do policji o ustalenie adresu taty Nadii i Igora, mierzącego się z kryzysem bezdomności ale będącego w stałym kontakcie z lokalnym oddziałem Opieki Społecznej. Pozew został wysłany na adres o którym matka wiedziała, że jest nieaktualny co wynika z treści SMSa przesłanego przez ojca z aktualnym adresem i prośbą o przesłanie rysunków dzieci.
Dla dziecka kilka lat braku kontaktu z rodzicem to rozłąka nie do zrozumienia, która na zawsze rujnuje część życia - dla dorosłego to system sądowniczy w Polsce, będący cichym zabójcą polskich więzi rodzinnych właśnie z powodu przewlekłości. Matka wiedziała, że ojciec nie odbierze poczty, bo przecież ojciec jej dzieci jest bezdomny. “Sąd w Gdańsku orzekł rozwód bez jego udziału to i sąd tucholski pozbawi go praw rodzicielskich” - pomyślała matka i jak pomyślała tak zrobiła. Złożyła pozew o pozbawienie go władzy rodzicielskiej i zakaz zbliżania do jego dzieci. Adres? Zmyślony - tak jest szybciej i łatwiej sędziom - im mniej człowieka w sprawie tym lepiej. Zgodnie z procedurami przecież zapadnie wyrok na dzieci w tucholskim sądzie.
Od dnia pozbawienia go praw rodzicielskich i wydania zaocznego zakazu zbliżania do własnych dzieci z powództwa cywilnego matki biologicznej jego dzieci do badania OZSS o które wniósł minęło kolejnych 5 lat - tyle zajęło sądowi rozpatrzenie jego wniosków.
Po niespełna 2 godzinach badania w OZSS córka mówi a pracowniczki wpisują do raportu: „Podała, że czuła złość, jak zachowywał się, jakby „nic się nigdy nie stało”, jakby tych lat bez kontaktu z jego strony nie było. Nadia ma poczucie, że mama daje jej swobodę decydowania o kontaktach z ojcem, jednak czuje, że mama by nie chciała aby spotykali się z ojcem. Ujawniała silne emocje (płakała), gdy mówiła o wnioskodawcy. Małoletnia wiedziała, że ojciec wniósł o kontakty z dziećmi, wie to od matki. Wprost deklarowała, że nie chce spotykać się z ojcem. Podała, że „ma już swoje życie” i „nie chce nic zmieniać”, nigdy nie chciała z nim spędzać czasu. Wyrażała żal i złość, że ojciec tyle lat nie interesował się nią, a teraz nagle chce spotkań. Pamięta, że ojciec niemiło odzywał się do jej mamy, obwiniał ją m.in. o brak kontaktów (słyszała to). Jest jej smutno z powodu zachowania ojca przez tyle lat. Czuła się przez niego porzucona. Czuje złość za to na ojca. Nadia nie chce też, by ojciec pisał do niej listy, czy kartki okolicznościowe.”
W sprawie syna OZSS zanotował w raporcie: “Obawia się że jak pojedzie do ojca, to ojciec będzie chciał by tam zamieszkał z nim. Dzisiejsze spotkanie z ojcem jest dla niego dziwnym doświadczeniem, ma poczucie jakby ojciec pojawił się znikąd i zachowywał się tak, jakby był z nimi od zawsze.”
W sprawie biologicznej matki OZSS w raporcie zapisał: „Podała, że groził jej iż przyjedzie, zabierze jej dzieci i nie odda, żeby zobaczyła jak to jest.” W badaniu brak jest informacji o odmowie podania ojcu ręki przez matkę w obecności dzieci na prośbę o zawarcie zgody tu i teraz na początku spotkania. Brak również wzmianki o zaproszeniu na wspólny obiad po badaniu. Ojciec zwrócił się do OZSS o wprowadzenie zapisów korygujących do opinii zauważywszy m.in . te istotne braki oraz dopiski rzeczy które nie miały miejsca. Ojciec wzywany co chwilę na przemian z matką do gabinetu gdzie siedziały za szybą z plexy z czasów COVID-19 pracownice OZSS, coraz częściej prowadził rozmowy już tylko ze swoimi dziećmi nie zwracając uwagi na przerywających im w spotkaniu pracowników bydgoskiego OZSS. W którymś momencie córka mówi do niego tonem jakim nie powinno się mówić do rodzica, więc ten reaguje stanowczym zakazem mówienia do niego takim tonem i zmuszony w pośpiechu idzie na wezwanie do pokoju psychologa dopytując co rusz o to czy może ktoś tu (do gabinetu gdzie przebywały dzieci - przyp. red.) podejść z personelu OZSS, bo nie chce zostawiać dzieci samych w pokoju w obcym miejscu (matka była w oddzielnym gabinecie wówczas na wezwanie pracowników OZSS - przyp. red.).
Gdy ojciec wraca do pokoju w którym zostawił swoje dzieci nie zastaje nikogo więc idzie do gabinetu w którym przesłuchiwana jest matka i pyta o dzieci. Pracownica odpowiada mu że córka “ujawniała silne emocje” (rozpłakała się - przyp. red.) a syn zsolidaryzował się z siostrą i poszli do osobnego pomieszczenia z którego nie wyjdą już, wobec czego badanie zostało zakończone. Ojciec nie chciał się z tym pogodzić ale uszanował decyzję i w obecności pracowników OZSS złożył matce swoich dzieci propozycję wspólnego obiadu po badaniach - matka zimnym tonem odpowiedziała że nie. Poprosił w tym miejscu aby przekazała torbę z prezentami dzieciom, którą ta trzymała przy swoim fotelu w gabinecie OZSS. Zerknęła na torbę i kiwnęła z aprobatą że przekaże - ponowił prośbę. Dwie kobiety, które przedstawiły się jako pracownicy tucholskiej służby zdrowia przeprowadzające właśnie milczącą rozmowę z matką jego dzieci kazały mu wyjść z pomieszczenia - wyszedł bez słowa.
Najpierw system pozwala, by niewydolność sądownictwa zabiła więź, potem pyta, dlaczego jej nie ma. Wieloletnie postępowania nie są wadą systemu sądownictwa - są jego funkcją. Bo im mniej człowieka w postępowaniu, tym większy majestat procedur, więcej zlikwidowanych rodzin polskich antypolskimi wyrokami wydawanymi bez poszanowania praw dziecka i praw dorosłych.
Ojciec wyszedł z budynku nie wierząc w to co się właśnie wydarzyło. OZSS przesyła mu opinię po badaniu orzekając, że z córką więź wygasła a więź z synem nie wykształciła się.
W raporcie OZSS o ojcu znalazł się zapis, że miał słowotok, nie chciał usiąść we wskazanym fotelu w gabinecie badań i wziął bez zapytania długopis ze stolika bez pytania ich o to czy może, jakby to były najważniejsze rzeczy w tym dniu dla pracowników OZSS. Ponadto w opinii pracowników OZSS ojciec: “miał okresowe trudności adaptacyjne (sic!), nie podejmował przez dłuższy czas konstruktywnych form zarobkowania (sic!), ma swobodny stosunek do norm społecznych użyczając długopis (sic!), nie odbierał pism z sądu dotyczących pozbawienia władzy rodzicielskiej, bo go to nie interesowało (sic!). Przez dłuższy czas nie kontaktował się z dziećmi, nie zabiegał o nie, nie ma wiedzy na temat ich rozwoju, edukacji i zdrowia (sic!).”
Ojciec odpisuje: “To niewiarygodne kłamstwo albo niedopełnienie obowiązków przez pracowników OZSS, bo nigdy takie słowa z moich ust nie padły ani wcześniej ani w trakcie badania. Wielokrotnie próbowałem kontaktować się z dziećmi telefonicznie, osobiście i listownie. Co roku na urodziny i święta realizuję wysyłki prezentów - matka moich dzieci nigdy nie przekazała żadnego listu i prezentu dzieciom i wszystko do mnie wracało. Żądała przyłącza internetu, zakupu telefonu i lub laptopa aby móc się kontaktować z dziećmi. Nigdy nie zgodziła się abym zabrał spotkał się z dziećmi w terminie innym niż wyznaczył sąd. Więź się sama nie zerwała - przerwana została przez sądy, matkę i brak woli jakiegokolwiek porozumienia. Nie odbierałem pism bo nie wiedziałem o ich istnieniu, ponieważ matka z premedytacją wskazuje w pozwach fałszywy adres. Proszę OZSS o ujawnienie zapisu video w całości z mojego badania i wskazanie w której minucie wyraziłem słowa które mi przepisujecie w raporcie - nigdy nie padły z moich ust. Zwracam się także z wnioskiem o wyjaśnienie skąd teza że “nie odbierał pism z sądu dotyczących pozbawienia władzy rodzicielskiej, bo go to nie interesowało (to opinia, nie cytat - przyp. red.)” i “dłuższy czas konstruktywnych form zarobkowania (to opinia, nie cytat - przyp. redakcja)” - z rwą kulszową to normalne, że się leży przykutym do łóżka. Słowotok mój wynikał z nadciśnienia tętniczego (nie miałem na leki bo musiałem dojechać do Bydgoszczy do OZSS) i chęci opowiedzenia wszystkiego w wyznaczonych, krótkich ramach czasowych.”
I załącza do wniosku do OZSS dowody w sprawie:
Dowód 1: Zapis video z matką (nazwisko do wiadomości redakcji): https://vimeo.com/1110925071
Dowód 2:
Odniósł się też w piśmie do nie związanych ze sprawą, niezgodnych ze stanem faktycznym zapisów w raporcie OZSS z przebiegu badania: “Prowadząca badanie wskazała mi fotel obok stojącego krzesła. Wyjaśniłem jej głośno żeby dobrze się nagrało, że ze względu na chory kręgosłup usiądę na krześle a długopis wziąłem do wypełnienia formularza podanego mi przy moim stoliku a nie waszym.”
Wniósł też o zabezpieczenie dowodów na niekompetencję i podawanie nieprawdy przez pracowników bydgoskiego OZSS w raporcie: “Wobec rażących rozbieżności między zapisem video a raportem pisemnym OZSS zgłaszam wniosek o zabezpieczenie nagrań i nie nadpisywanie nagrania z badania w celu oddania zapisu video w ręce specjalistów i obrony przed fałszywymi twierdzeniami w raporcie pracowników OZSS”.
Efekt? Informacja z OZSS, że trzeba się zgłosić z tymi uwagami do sądu w Tucholi. Co na to sąd? Nic. Odrzuca wniosek bez uzasadnienia bo może.
Dla ojca to była fikcja psychiatrii i psychologii. Jest wyszkolonym specjalistą, który ukończył z wyróżnieniem wieloletnie szkolenie prowadzone przez Andrzeja Batko - psychologa klinicznego, psychoterapeutę, absolwenta Uniwersytetu Warszawskiego, który Szkolił Centralną Grupę Działań Psychologicznych im. Króla Stefana Batorego działającą przy Siłach Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej.
“Moje kontakty emocjonalne z dziećmi były rewelacyjne od zawsze. Zostały zabite na skutek znieczulicy i materializmu osób im bliskich. Moje dzieci nie mają świadomego pojęcia, że matka uniemożliwia mi kontakty z nimi i dlatego mnie obwiniają o porzucenie ich. Dzieci są zawsze za małe aby im wytłumaczyć o co tu chodzi, ponieważ chcąc to zrobić musiałbym postawić ich matkę w złym świetle a tego nie zrobię aż do dnia ich pełnoletności i muszę cierpliwie poczekać. W słowach Nadii widać lata alienacji rodzicielskiej - matka dzieciom nie powiedziała prawdy, że to ona się wyprowadziła i wraz ze swoimi “wspólnikami” z sądu tucholskiego uniemożliwiała nam kontakty całymi latami. Dzieci nie mają pojęcia dlaczego mnie nie było i żyją od lat w narracji matki. Matka biologiczna Nadii i Igora aż do dnia 5.07.2025 ukrywała miejsce pobytu dzieci przed powodem - adres wskazała w jednym z pism do sądu...
"Sądownictwo w Polsce wymordowało więcej rodzin niż banderowcy. Sędziowie w Polsce są bierni i nie są godni godła Rzeczypospolitej a sądownictwo trzeba natychmiast postawić w stan likwidacji jak TVP.” - przekazał nam w krótkim komentarzu ojciec.
Matka nie odniosła się do prośby o komentarz w sprawie publikacji nasyłając na naszą redakcję swojego kuzyna z tucholskiej policji - sprawa trafiła na biurko tucholskiego sędziego o ukaranie naszego redaktora za zadawanie pytań Annie z zarzutem… stalkingu. Sprawa skończyła się w BSW wszczęciem postępowania wobec kuzyna zawiadamiającej. Do prokuratury wpłynęło zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Annę (ze względu na tajemnicę postępowania nie możemy napisać w jej sprawie nic więcej).
Ta historia to nie jeden błąd. To łańcuch orzeczeń, które wzajemnie się legitymizują:
II C 1338 - postępowanie przed Sądem Okręgowym w Gdańsku – przeprowadzone bez prawa do obrony.
III NSM 291/18 oraz III NSM 341/16 - postępowania przed Sądem Rejonowym w Tucholi – pozbawienie władzy rodzicielskiej wyrokiem zaocznym, opartym na tezie o „braku zainteresowania dziećmi”.
Nmo 75/24 - postępowanie w Tucholi – zamknięcie przewodu sądowego i wydanie orzeczenia bez merytorycznego rozpoznania sprawy, ponieważ pełnomocnik procesowy nie stawił się na rozprawę.
III NSM 291/18 oraz III NSM 341/16 - postępowanie w Tucholi o pozbawienie władzy rodzicielskiej matki i ustalenie miejsca zamieszkania dzieci przy ojcu - pozew odrzucony w oparciu o odrzucenie pozwu poprzedniego III NSM 291/18 oraz III NSM 341/16,
(w toku) - roszczenie odszkodowawcze wobec Skarbu Państwa – za bezprawne działania wymiaru sprawiedliwości i ich długotrwałe skutki.
Każdy kolejny wyrok opierał się na poprzednim. Skutek stawał się przyczyną. Brak kontaktu – będący konsekwencją wcześniejszych decyzji – był następnie traktowany jako dowód. System sam siebie potwierdzał. Każdy wyrok stawał się „dowodem z akt” w kolejnej sprawie. Brak kontaktu (będący skutkiem wcześniejszych decyzji) był następnie traktowany jako przyczyna. Klasyczne błędne koło.
Kluczową rolę odegrała fikcja doręczenia. Pozew matki zawierający pozbawienie ojca władzy rodzicielskiej i wydanie zakazu zbliżania do własnych dzieci wysłała na adres, o którym wiedziała, że jest nieaktualny. Wyrok zapadł zaocznie bez jego wiedzy i udziału. Ojciec był wówczas w głębokim kryzysie bezdomności z którym ostatecznie wygrał kilkukrotnie. Upadek własnej firmy, okres bezdomności, brak stałego adresu korespondencyjnego, brak środków na adwokata i fikcja zwolnienia z kosztów postępowania sądowego to fakty. Państwo nie pomyślało o tym aby zaświadczenie z MOPS o braku środków do życia automatycznie zwalniało z kosztów postępowań. Państwo zabroniło podawania osobom bezdomnym adresu MOPS dla sądów na wniosek zainteresowanych osób będących pod pieczą MOPS. Państwo miało narzędzia: mogło zweryfikować adres, skorzystać z pomocy MOPS, zawiesić postępowanie do czasu ustalenia miejsca pobytu. Nie zrobiło tego. Zamiast tego uznało, że skoro korespondencja „została wysłana”, obywatel „został powiadomiony”. Procedura formalnie poprawna – człowiek pominięty. Sędziowie sądów nie dopełnili swoich obowiązków? Z ostrożności procesowej pozwów wszczynanych we własnych sprawach przez sędziów zastosowaliśmy znak zapytania - z powodu obawy o szykanowanie przez wymiar sprawiedliwości. I tylko z tego powodu. Niezawisłości sędziowskiej nie ma - jest bezkarność sędziowska.
W sprawach rodzinnych czas nie jest neutralny – jest bronią. Każdy miesiąc bez kontaktu osłabia więź, każdy rok ją eroduje, kilka lat niszczy nieodwracalnie. Niewydolne od dekad sądy wyznaczają terminy z wieloletnimi opóźnieniami, wokandy są zatłoczone (sprawy co kilkadziesiąt minut jak w hurtowni wydawania wyroków). Po latach sąd konstatuje: „dziecko nie chce kontaktu”. Nikt nie pyta, kto w Wymiarze Sprawiedliwości stworzył warunki w których kontakt stał się niemożliwy.
Jeżeli państwo wie (a wie), że długotrwały brak kontaktu prowadzi do zerwania więzi dziecko-rodzic, to wieloletnie procedowanie jest współtworzeniem tego skutku – niezależnie od przyczyn. Obciążenie sądów, braki kadrowe czy literalne trzymanie się przepisów jest wymówką od lat w tym systemie - jest “starą śpiewką”.
Skutki dla ojca i dzieci – od 2013 roku do dziś
W wyniku wyroków zaocznych:
utrata kontaktu z dziećmi,
wieloletnia rozłąka,
zniszczenie więzi rodzinnych,
poczucie bezradności i niesprawiedliwości,
stygmatyzacja społeczna z powodu wyroku zakazu zbliżania do własnych dzieci na skutek cywilnego pozwu matki i zaocznego wyroku sądu - sąd po prostu “przyklepał’ to o co wnioskowała bo ojciec nie miał możliwości wyrażenia sprzeciwu,
okres bezdomności,
pogorszenie zdrowia (długotrwały stres, cierpienie psychiczne),
utrata możliwości uzyskiwania dochodów i zapewnienia utrzymania rodziny.
Krzywda tego człowieka trwa nieprzerwanie od 2013 - on żyje. Wniósł pozew o odszkodowanie i zadośćuczynienie za szkodę wyrządzoną przez wydanie niezgodnych z prawem orzeczeń sądowych w imieniu Rzeczypospolitej. Dochodzić dziś musi odpowiedzialności Skarbu Państwa, wskazując na złamanie prawa przez sędziów sądu w Tucholi i Gdańsku:
art. 45 ust. 1, art. 47 i art. 72 Konstytucji RP,
art. 6 i art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka,
art. 379 pkt 5 k.p.c.
W pozwie wskazał następujące podstawy prawne: art. 417 § 1 i 417¹ § 2 k.c. oraz art. 77 ust. 1 Konstytucji RP.
To nie spór o pieniądze – to sprawa o odpowiedzialność państwa za skutki własnych procedur i łamanie prawa przez najemników w sędziowskich togach. To sprawa o zniszczenie polskiej rodziny i próbę skazania Polaka przez sądownictwo w Polsce na samobójstwo.
System sądowniczy w Polsce w którym procedura jest ważniejsza niż relacja rodzic–dziecko, produkuje kolejne pokolenia zranionych dzieci i rodziców - o ile dożyją sprawiedliwości. Pomóżmy temu ojcu i jego dzieciom.
Ojciec zwrócił się w dniu 2026-01-08 do Rzecznika Praw Obywatelskich z prośbą o interwencję. Wskazywał w nim na systemowy problem: osoby w kryzysie bezdomności nie mają przypisanego adresu do doręczeń, co w praktyce pozbawia je konstytucyjnych praw. Postulował rozwiązanie proste i oczywiste – możliwość przypisania adresu korespondencyjnego w najbliższym MOPS oraz zakaz wydawania wyroków zaocznych w sprawach rodzinnych z powództwa cywilnego.
Rzecznik Praw Obywatelskich pomimo deklaracji udzielenia komentarza nie odniósł się do sprawy i do publikacji w ustawowym terminie. Odpowiedź Rzecznika Praw Obywatelskich na zapytanie ojca przesłane za pośrednictwem formularza do kontaktu na stronie Rzecznika przyszła e-mailem po kilku miesiącach z tytułem “BRPO IV.7021.237.2024.MS” i adnotacją “Wiadomość została wysłana przez Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich. Powyższy adres mailowy jest wykorzystywany tylko do wysyłania, a nie odbierania wiadomości, dlatego prosimy na niego nie odpowiadać” i informacją że należy uzupełnić braki formalne ponieważ jego pismo “nie jest wystarczające do podjęcia przez Rzecznika decyzji o podejmowaniu w sprawie działań na podstawie ustawy z 15 lipca 1987 r. o Rzeczniku Praw Obywatelskich (tekst jednolity: Dz. U. z 2024 r., poz. 1264 ze zm.). Jeśli nadal oczekuje Pan interwencji Rzecznika, konieczne będzie uzupełnienie pisma, przez wskazanie (najlepiej w formie cyfrowej, na adres Elektronicznej Skrzynki Podawczej: /RPO/SkrytkaESP, poprzez e- Doręczenia albo za pośrednictwem poczty tradycyjnej)”. Pisma wysyłane elektronicznie na wskazane dane kontaktowe do RPO przez RPO nie wywołują skutków prawnych w świetle prawa.
Absurd? Nie. Tak działają reprezentanci upadłego fundamentu państwa prawa.
Komentarz do artykułu autorstwa mecenas Kingi Skawińskiej-Pożyczka z kancelarii Dubois i Wspólnicy Kancelaria Adwokacko-Radcowska sp. j., ul. Francesca Nulla 13, 00-486 Warszawa:
1. Skutki wyroku zaocznego
Wyrok zaoczny – obecnie w procesie sąd może go wydać fakultatywnie (art. 339 kpc – kodeks postępowania cywilnego) lub obligatoryjnie musi wydać (art. 340 kpc). Istnieją więc dwie podstawy prawne w tym zakresie.
Art. 339 kpc
§ 1. Sąd może wydać wyrok zaoczny na posiedzeniu niejawnym, gdy pozwany w wyznaczonym terminie nie złożył odpowiedzi na pozew.
§ 2. W przypadku, o którym mowa w § 1, przyjmuje się za prawdziwe twierdzenia powoda o faktach zawarte w pozwie lub pismach procesowych doręczonych pozwanemu przed posiedzeniem, chyba że budzą one uzasadnione wątpliwości albo zostały przytoczone w celu obejścia prawa.
→ W tym przypadku wydanie wyroku zaocznego stanowi konsekwencję bierności pozwanego, która jest rozumiana jako niezajęcie przez pozwanego stanowiska wobec żądań powoda. Jeżeli przedstawione w pozwie fakty nie budzą wątpliwości (art. 339 § 2), a pozwany nie złożył w przepisanym terminie odpowiedzi na pozew, której złożenie w obecnym stanie prawnym jest obligatoryjne. Oznacza to zatem, że wyrok może zostać wydany na posiedzeniu niejawnym, bez potrzeby wyznaczania terminu rozprawy.
Na wstępnym etapie postępowania stosownie do treści art. 339 sąd może wydać wyrok zaoczny, nie ma jednak takiego obowiązku. Oznacza to, że sprawa może zostać skierowana na rozprawę, pomimo że pozwany nie złożył odpowiedzi na pozew. Wyrok taki powinien być doręczony zgodnie z art. 343 kpc i przysługuje od niego sprzeciw w terminie 14 dni od doręczenia.
Art. 340 kpc
§ 1. Sąd wyda wyrok zaoczny, jeżeli mimo niezłożenia odpowiedzi na pozew skierowano sprawę do rozpoznania na rozprawie, a pozwany nie stawił się na tę rozprawę, albo mimo stawienia się nie bierze w niej udziału. Przepis art. 339 § 2 stosuje się.
§ 2. Wyrok wydany w nieobecności pozwanego nie będzie zaoczny, jeżeli pozwany żądał przeprowadzenia rozprawy w swej nieobecności lub składał już w sprawie wyjaśnienia ustnie lub na piśmie.
Wydanie wyroku zaocznego jest obligatoryjne, jeżeli pomimo niezłożenia odpowiedzi na pozew sprawę skierowano do rozpoznania na rozprawie, a pozwany nie stawił się na tę rozprawę albo mimo stawienia się nie wziął w niej udziału.
WAŻNE - Co do zasady, nie wydaje się postanowień zaocznych w postępowaniu nieprocesowym w takim sensie, w jakim funkcjonuje wyrok zaoczny w procesie. Tymczasem to w drodze postępowania nieprocesowego odbywa się szereg postępowań rodzinnych, jak sprawy o władze rodzicielską i ustalenie kontaktów z dziećmi. W postępowaniu nieprocesowym (regulowane w art. 506–630 KPC) ma na celu ustalenie stanu prawnego, a sąd jest zobowiązany do działania z urzędu i dążenia do wyjaśnienia sprawy, niezależnie od bierności uczestników. Jeśli uczestnik nie stawia się na rozprawę lub nie zajmuje stanowiska, sąd nie przyjmuje automatycznie twierdzeń wnioskodawcy za prawdziwe (jak w procesie), lecz orzeka na podstawie całokształtu zgromadzonego materiału dowodowego.
Sąd może wydać postanowienie pod nieobecność uczestnika na posiedzeniu niejawnym, ale nie jest to "orzeczenie zaoczne", a jedynie orzeczenie wydane bez udziału stron.
Podsumowując, w postępowaniu nieprocesowym sąd orzeka po zbadaniu sprawy, nawet jeśli uczestnicy są bierni, ale nie stosuje się mechanizmów wyroku zaocznego.
Odnosząc powyższe do artykułu o sędzim Marcinie Affelskim z tucholskiego Sądu Rejonowego – patrząc na opisaną materię, sprawa dotyczyła władzy rodzicielskiej/kontaktów z dziećmi, co wskazuje na prowadzenie jej w trybie nieprocesowym. Nawet, wobec tego gdyby sąd zapadłe orzeczenie nazwał postanowieniem zaocznym to należy traktować je jako postanowienie „zwyczajne”, od którego przysługuje apelacja jako środek odwoławczy służący jego kontroli (a nie sprzeciw jak to przewidują przepisy powołane wyżej odnoszące się do procesu).
Z zakresu spraw rodzinnych ze stosunków między rodzicami i dziećmi w trybie procesowym toczą się sprawy dotyczące alimentów.
2. Wyroki zaoczne w sprawach rodzinnych
Jak wskazano wyżej, w sprawach dotyczących władzy rodzicielskiej i kontaktów prowadzonych w trybie nieprocesowym, nie istnieją zgodnie z przepisami postanowienia zaoczne. Postępowania nieprocesowe kończą się wydaniem postanowienia, nie wyroku. Nawet jeśli Sąd wyda postanowienie przy nieobecności uczestnika, bez jego stanowiska, to postanowienie jest zaskarżane apelacją i przysługuje od niego zwykły tryb odwoławczy – skierowanie sprawy do sądu wyższej instancji, celem poddania wydanego orzeczenia kontroli odwoławczej.
Mając na uwadze fakt, że sprawy dotyczące bezpośrednio dzieci są bardzo delikatną materią, Sądy powinny skupić się na ochronie dobra dziecka i tę przesłankę mieć jako priorytetową. Wydane zbyt szybko postanowienie, oparte na relacji i narracji jednego tylko rodzica jako wnioskodawcy, bez odebrania stanowiska drugiego rodzica czy z pominięciem wnioskowanych przez niego dowodów, stanowi ryzyko, bo:
• relacje rodzinne są złożone,
• często występują silne emocje i konflikty,
• istnieje ryzyko manipulacji lub przedstawiania jednostronnego obrazu sytuacji.
W sprawach rodzinnych sąd powinien intensywniej działać z urzędu w zakresie ustalenia okoliczności istotnych dla dziecka, nie bacząc na aktywność rodziców jako uczestników postepowania.
Po trzecie, istnieje realne ryzyko instrumentalnego wykorzystywania procedury w sytuacji, gdy sąd zbyt szybko wyda postanowienie, nie pochylając się nad meritum sprawy. Możliwość uzyskania takiego postanowienia może być wykorzystywana, np. dążenie do szybkiego „ustanowienia faktów dokonanych” (np. ograniczenia kontaktów na podstawie wadliwego orzeczenia). W sprawach rodzinnych takie działania mogą mieć długotrwałe skutki dla relacji dziecka z rodzicem.
Co istotne, nawet jeśli takie postanowienie zostanie później wzruszone, co w praktyce zajmuje wiele miesięcy, to:
• upływ czasu najczęściej prowadzi do osłabienia lub zerwania więzi z dzieckiem, • dziecko może przyzwyczaić się do nowej sytuacji i odmawiać później spotkań z rodzicem, z którym długo kontaktu nie miało lub kontakt był sporadyczny, • odbudowa relacji bywa bardzo trudna lub niemożliwa. Procedura rodzinna nie powinna tworzyć takich ryzyk.
Sprawy rodzinne wymagają modelu, w którym sąd aktywnie bada sytuację rodzinną, korzysta z opinii specjalistów, wysłuchuje dziecko, a nie ogranicza się do formalnej oceny twierdzeń jednej strony.
Krótko mówiąc: w sprawach rodzinnych szybkość nie może być osiągana kosztem rzetelności, a formalna „bierność” jednej strony nie powinna automatycznie prowadzić do rozstrzygnięć, które mogą trwale wpłynąć na życie dziecka.
3. Jakie zmiany proceduralne są potrzebne by nie było przewlekłości postępowania, która powoduje wygasanie relacji i więzi rodzinnych
W praktyce chodzi o zmianę filozofii: z procesu „kto ma rację” na proces „co jest teraz najlepsze dla dziecka i jak szybko to zabezpieczyć”.
Kluczowe jest wprowadzenie krótkich, ustawowych terminów na podejmowanie podstawowych czynności w sprawach dotyczących kontaktów z dzieckiem i pieczy nad nim. Sprawy te powinny być traktowane jako pilne z mocy prawa, a decyzje tymczasowe – zapadać możliwie szybko, po przeprowadzeniu rozprawy, na której Sąd zapozna się ze stanowiskiem
każdego z rodziców, nawet w ciągu kilku dni od złożenia wniosku. Szczególnie istotne jest sprawne udzielanie zabezpieczenia, które na czas trwania postępowania reguluje kontakty i zapobiega ich faktycznemu „wygaszeniu”. Przyspieszone powinny być też procedury zażaleniowe – obecnie oczekiwanie po kilkanaście miesięcy czasem na rozpoznanie zażalenia na postanowienie o zabezpieczeniu kontaktów z dzieckiem należy traktować w kategoriach pomyłki, w tym czasie dziecko potrafi czasem zapomnieć o drugim rodzicu.
Mam na myśli stworzenie odrębnego „trybu rodzinnego” – czyli specjalnej procedury dopasowanej do spraw dotyczących dzieci, która różniłaby się od klasycznego, sformalizowanego postępowania cywilnego. Dziś wiele spraw rodzinnych toczy się według reguł, które są zbyt sztywne i czasochłonne jak na sytuacje wymagające szybkiej reakcji.
Taka wyspecjalizowana ścieżka mogłaby obejmować kilka kluczowych elementów:
1. Szybkie postępowanie zabezpieczające (priorytet „tu i teraz”)
Już na początku sprawy sąd powinien mieć obowiązek bardzo szybkiego – nawet w ciągu kilku dni – uregulowania kontaktów lub miejsca pobytu dziecka. Chodzi o to, by nie dopuścić do sytuacji, w której brak decyzji faktycznie „tworzy nowy stan rzeczy” (np. zerwanie więzi).
2. Elastyczne zasady dowodowe
W sprawach rodzinnych nie zawsze da się czekać na pełne, wielomiesięczne postępowanie dowodowe. Sąd powinien mieć większą swobodę w:
• dopuszczaniu dowodów „na skróty” (np. notatki specjalistów, opinie cząstkowe), • korzystaniu z konsultacji zamiast pełnych opinii biegłych,
• opieraniu się na ocenie sytuacji dziecka „na teraz”, a nie wyłącznie na formalnie przeprowadzonych dowodach.
3. Aktywna rola sędziego mającego na celu najwyższe dobro – dobro dziecka Sędzia nie byłby jedynie arbitrem między stronami, ale aktywnie prowadził sprawę: • sam częściej inicjował dowody, jeśli wymaga tego dobro dziecka,
• ograniczał działania stron nastawione na przedłużanie postępowania, • częściej korzystał z bezpośredniego kontaktu z dzieckiem by poznać jego stanowisko i wolę.
4. Częstsze i wcześniejsze wysłuchanie dziecka
W takim trybie wysłuchanie małoletniego byłoby standardem na wczesnym etapie sprawy, a nie wyjątkiem. Powinno być nawet obligatoryjne, jeśli stan psychiczny dziecka na to pozwala – może po wstępnej rozmowie dziecka z psychologiem współpracującym z sądem (na pewno ocena taka nie powinna opierać się na prywatnej opinii psychologa uzyskanej przez jednego z
rodziców). Pozwala to szybciej zrozumieć sytuację i ograniczyć potrzebę długotrwałych opinii. Obecnie nadal rzadko sądy korzystają z instytucji wysłuchania małoletnich.
5. „Żywe” orzeczenia – łatwe do modyfikacji
Zamiast jednego „sztywnego” rozstrzygnięcia na lata, sąd mógłby:
• częściej wydawać decyzje tymczasowe,
• szybciej je zmieniać w uproszczonym trybie (np. na posiedzeniu niejawnym lub krótkiej rozprawie),
• reagować na zmiany sytuacji dziecka bez konieczności wszczynania nowego, pełnego postępowania.
6. Integracja z pomocą specjalistów
Procedura rodzinna powinna przewidywać stałą i łatwo dostępną współpracę z: • psychologami,
• mediatorami,
• kuratorami,
którzy działają „w toku sprawy”, a nie tylko jako źródło jednorazowej opinii.
5. Możliwość ustrojowej reformy sądownictwa w tym likwidacji obecnego modelu i powołanie nowego
Sama reforma ustrojowa nie przyniesie oczekiwanych rezultatów, dopóki nie zostanie zapewniony odpowiedni poziom przygotowania sędziów rodzinnych do prowadzenia tego rodzaju spraw. Kluczowe znaczenie ma ich wszechstronne wyszkolenie, uwzględniające nie tylko aspekty prawne, lecz także psychologiczne i emocjonalne, które są nieodzowne przy rozstrzyganiu spraw dotyczących dzieci i relacji rodzinnych.
Niezwykle istotne jest, aby sędziowie w większym stopniu uwzględniali głos dziecka jako uczestnika postępowania. W tym kontekście pożądanym kierunkiem zmian byłoby częstsze korzystanie z instytucji wysłuchania małoletniego, jeśli nie obligatoryjne sięganie po to narzędzie już na wczesnym etapie postępowania. Odpowiednio przygotowany sędzia, dysponujący wiedzą z zakresu psychologii i odpowiednimi umiejętnościami by z dzieckiem złapać kontakt, potrafić rozmawiać, byłby w stanie – już na podstawie takiego wysłuchania – dokonać wstępnej oceny sytuacji dziecka, w szczególności ustalić, czy znajduje się ono w konflikcie lojalnościowym, czy może podlega manipulacji ze strony jednego z rodziców, bądź czy doświadczyło niewłaściwych zachowań wymagających szczególnej reakcji.
Takie podejście pozwoliłoby nie tylko na trafniejsze rozstrzygnięcia, lecz także na lepsze zabezpieczenie dobra dziecka poprzez adekwatne ukształtowanie treści wydawanych orzeczeń.
Z drugiej strony w przypadku zarzutów alienacji rodzicielskiej byłaby szansa na wyjaśnienie przynajmniej podstawowych kwestii zawczasu. - pisze w ostatni zdaniu swojej analizy prawnej mecenas Kingi Skawińskiej-Pożyczki.
Stawiam pytanie: Czy Polska potrzebuje dziś Okrągłego Stołu dla posprzątania po Stalinie w wymiarze sprawiedliwości? Ponad połowa Polaków nie ma zaufania do sądownictwa - to kryzys zaufania społecznego do sądów który jest problemem państwowym. W debacie publicznej bardzo rzadko w obawie przed represjami ze strony policji, prokuratorów i sędziów pojawiają się głosy dotyczące niewydolności a nawet agonii wymiaru sprawiedliwości w naszym kraju. Nie chodzi wyłącznie o pojedyncze wyroki czy medialne sprawy. Problem jest znacznie głębszy. Coraz większa grupa obywateli ma poczucie, że wymiar sprawiedliwości stał się instytucją odległą, niezrozumiałą, przewlekłą, umarłą, fikcyjną, niewydolną i niedostępną dla większości ludzi jak średniowieczny kler. Niezależnie od politycznych poglądów, zjawisko spadku społecznego zaufania do sądownictwa powinno być traktowane jako poważny sygnał ostrzegawczy dla całego państwa. Państwo nie może bowiem stabilnie funkcjonować bez wiary obywateli w sprawiedliwość i równość wobec prawa zatem śmiało wobec wiedzy o tym jak funkcjonuje sądownictwo można dziś mówić że ten fundament państwa upadł.
Zaufanie społeczne było fundamentem wymiaru sprawiedliwości. Sądy nie działają wyłącznie w oparciu o przepisy. Ich siła opierała się również na autorytecie społecznym ale ten autorytet zniknął a bycie sędzim dziś to bycie reprezentantem oprawców Polaków, okupantów i przedstawicielem trzeciej kolumny niegodnym orła w koronie.
Jeśli większa część obywateli zaczęła uważać, że system jest niewydolny, niesprawiedliwy lub niezdolny do ochrony zwykłego człowieka, pojawiło się bardzo niebezpieczne zjawisko erozji zaufania do instytucji państwowych, które może doprowadzić do do całkowitego upadku sądownictwa z kartonów i patyków pieczołowcie budowanych przez Stalina, którego godnym następcą jest dziś Putin. W standardzie każdej opowieści ludzi którzy zetknęli się z patologią sądownictwa coraz częściej słyszymy historie dotyczące: wieloletnich postępowań, dramatów rodzinnych ciągnących się latami bez przyczyny, poczucia bezsilności obywateli, bezkarności pomylonej z niezawisłością, fikcją zwolnienia z kosztów sądowych i wysokim cennikiem w sądach za sprawiedliwy wyrok a także trudności w uzyskaniu szybkiej ochrony prawnej. Od dekad słyszymy o rzekomych niedoborach kadrowych, przeciążeniach sądów i niewystarczających sędziom zyskach za pracę w Wymiarze Sprawiedliwości. Nawet gdyby zasypać po dach pieniędzmi sądy w Polsce to one sie same nie zmienią ponieważ dalej będą gnić w tym samym systemie którego sami nie chcą zmienić bo im dobrze. Nawet jeśli część opinii może się wydać emocjonalnie przesadzona lub wynikająca z indywidualnych doświadczeń, sam fakt frustracji społecznej przeważającej części Polaków nie może być jutro ignorowany.
W przestrzeni publicznej pojawiają się dziś bardzo ostre hasła i radykalne przekazy. To sygnał, że część większość społeczeństwa przestała wierzyć, iż ich głos jest słyszany przez państwową administrację naszego Państwa.
Historia wielu państw pokazuje, że długotrwałe ignorowanie społecznych emocji prowadzi do dalszej polaryzacji, radykalizacji języka i zmian w instytucjach a także prawie. Dlatego zamiast wyłącznie reagować oburzeniem na społeczne protesty czy mocne hasła, warto zadać ważniejsze pytanie: Dlaczego tak wielu ludzi uważa dziś, że system sądowniczy wymaga postawienia w stan likwidacji jak TVP?
Polska potrzebuje dziś zwykłej debaty dotyczącej ustanowienia nowego, polskiego wymiaru sprawiedliwości, który nie będzie pozbawiony rosyjskich korzeni jak obecnie ma to miejsce w Polsce. Debaty prowadzonej nie tylko przez zgromadzonych zwykłych Polaków, ale również przez: przedstawicieli środowiska prawników, polityków, ojców, matki, przedstawicieli wojska jako stroną spotkania na mocy art. IV konstytucji RP oraz środowiska religijne.
Właśnie dlatego w moim otoczniu coraz częściej pojawia się idea nowego „Okrągłego Stołu” dotyczącego reformy państwa poprzez likwidację obecnego wymiaru sprawiedliwości. Nie jako symbolu konfliktu, lecz próby odbudowy zaufania społecznego do państwa polskiego przez lata niszczonego jak rak niewydolnością i upolitycznianiem Wymiaru Sprawiedliwości.
O czym powinno się rozmawiać? Taka debata mogłaby dotyczyć Polski i sprawiedliwości w Niej a lista tematów byłaby długa. Ważne jest, aby rozmowa nie sprowadziła się do tematów politycznych lub religijnych. Problem zaufania społecznego do sądownictwa dotyczy wszystkich obywateli – niezależnie od poglądów.
Bez nowego sądownictwa i braku zaufania trudno będzie odbudować państwo prawa - państwu prawa nie służącemu władzy ale polskim rodzicom i reszcie Polaków.
Najgroźniejszym zjawiskiem nie jest dziś nawet sam brak sądów. Najgroźniejsze jest narastające poczucie bezsilności obywateli. Społeczeństwo, które przestaje wierzyć w skuteczność państwa, zaczyna wycofywać się z życia publicznego, popadać w cynizm lub radykalizować swoje postawy. To z kolei prowadzi do jeszcze większych podziałów społecznych. Dlatego potrzebna jest rozmowa oparta nie na propagandzie i wzajemnych oskarżeniach, lecz na faktach, doświadczeniach obywateli i realnej chęci naprawy instytucji. Jeżeli państwo ma być silne, obywatele muszą wierzyć, że sprawiedliwość jest dostępna dla każdego – nie tylko dla najsilniejszych, najbogatszych lub najlepiej zorganizowanych.
Okrągły Stół jako symbol odpowiedzialności
Historia pokazuje, że największe kryzysy społeczne udaje się rozwiązywać nie wyłącznie poprzez polityczny konflikt, lecz także poprzez dialog. Być może Polska ponownie potrzebuje dziś takiego momentu – spokojnej, poważnej rozmowy o kondycji państwa i wymiaru sprawiedliwości. Nie po to, aby kogokolwiek niszczyć. Lecz po to, aby odbudować społeczne zaufanie, bez którego żadne państwo nie może stabilnie funkcjonować.
Imiona dzieci zostały zmienione. Redakcja Radia Piotrków do dnia publikacji nie otrzymała komentarza instytucji i osób wymienionych w artykule. Rzecznik Praw Obywatelskich i rządu nie odpowiedział na prośbę o komentarz do sprawy - sądy odmówiły komentarza. Sprawa leży od 29 stycznia 2026 na biurku prezydenta RP Karola Nawrockiego (RP CO.WO.0037.11.2026.KM-S).
Radio Piotrków 📬 napisz wiadomość | Opublikowano: 7 października 2026
Autor: Prezes Radia Piotrków | Kopiowanie lub rozpowszechnianie treści bez zgody redakcji zabronione.
Wszelkie prawa zastrzeżone © Radio Piotrków