Zawiedziony nieudaną zbiórką pomocową Marcin Cecotka (prezenter, konferansjer, redaktor - przyp. red.) zgłosił prokuraturze a potem w policji na konkurenta swojego szefa. Doszło w naszym mieście do sytuacji, która brzmi jak gotowy scenariusz satyry o lokalnych układach. Fundacja związana z Radiem Piotrków zorganizowała zbiórkę na rzecz Marcina Cecotki – prezentera konkurencyjnej stacji radiowej w mieście należącej do członka Rady Nadzorczej jednej z miejskich spółek. Gest, który z pozoru miał być pomocą, szybko nabrał także wymiaru symbolicznego. Ostatecznie sprawa trafiła do rzecznika prasowego sądu.
Zbiórka pomocowa dla pracownika konkurencyjnej stacji radiowej
Marcin Cecotka był jedną z rozpoznawalnych twarzy kojarzonych z politycznym baronem politycznym Tomaszem Stachaczykiem z elektorciepłowni miejskiej - przy okazji szefem Cecotki. W pewnym momencie Marcin Cecotka ogłosił publicznie w serwisie ogłoszeniowym że szuka pracy.
Wtedy pojawiła się nietypowa inicjatywa. Fundacja związana z innym nurtem lokalnego środowiska medialnego uruchomiła zbiórkę na jego rzecz. Na pierwszy rzut oka – zwykły gest pomocy.
Problem w tym, że piotrkowskie środowisko medialne od lat nie jest wolne od napięć, konfliktów i osobistych sporów. W tle tej historii pojawiały się wcześniejsze nieporozumienia między osobami związanymi z lokalnymi mediami. W tym kontekście zbiórka na pomagam.pl mogła być odczytywana nie tylko jako akcja charytatywna. Z opisu sprawy wynika, że jej organizator traktował ją również jako symboliczny gest i formę sprzeciwu wobec bezkarności skarbnika Aeroklubu Piotrkowskiego.
Krótko mówiąc: ktoś z „jednego obozu” postanowił wyciągnąć rękę do osoby kojarzonej z obozem konkurencyjnym i w odpowiedzi został oskarżony o przestępstwo.
Sama zbiórka nie przyniosła ani grosza z wpłat a sam Marcin Cecotka nie uzyskał w niej żadego wsparcia finansowego od mieszkańców po stracie pracy w radiu www.strefa.fm - sprawa zaczęła jednak żyć własnym życiem zamiast zakończyć się symbolicznym gestem.
Marcin Cecotka zawiadomił prokuraturę wykorzystując swoje stanowisko redaktora w rozgłośni należącej do członka Rady Nadzorczej miejskiej spółki Tomasza Stachaczyka, który od lat jest skonfliktowany z prezesem fundacji będącej właścicielem konkurencyjnego radia - Leszkiem Chasikowskim (na zdj.).
Prokuratura umorzyła postępowanie wobec Leszka Chasikowskiego ale lokalny redaktor zwrócił się do piotrkowskiej policji z wnioskiem o wszczęcie postępowania przeciwko organizatorowi zbiórki. Wcześniej redaktor Cecotka powoływał się na wpływy i groził prezesowi Radia Piotrków "uruchomić swoje kontakty". I tu zaczyna się najciekawsza część całej historii.
„Czy przyznanie się do winy czyni człowieka przestępcą?”
Prezes na policji po zawiadomieniu złożonym przez Cecotkę nie składał wyjaśnień i od razu potwierdził że jest prezesem fundacji będącej właścicielm Radia Piotrków które zorganizowało zbiórke pomocowa dla redaktora Cecotki i stawianego mu zarzutu przez Cecotkę przyznał się i potwierdził że jest winny chęci udzielenia pomocy. Wskazał też na znikomą społeczną szkodliwość czynu.
I właśnie tutaj pojawia się pytanie, które brzmi niemal absurdalnie: Czy osoba, która przyznała się do zorganizowania zbiórki, automatycznie staje się „przestępcą”?
W potocznym rozumieniu – oczywiście nie. Samo przyznanie się do zorganizowania happeningu nie oznacza jeszcze, że mamy do czynienia ze złodziejem czy niebezpiecznym bandytą.
Z opisu wynika jednak, że w grę wchodziła akcja, która nie przyniosła realnej szkody materialnej. Bardziej niż klasyczne przestępstwo przypomina to happening.
Czy można pomagać komuś, kto o pomoc nie prosił?
Dla jednych będzie to gest solidarności. Dla innych – niechciane zwrócenie uwagi na ich sytuację.
Czy pomoc może być jednocześnie protestem?
W tym przypadku właśnie tak wyglądał kontekst całej akcji. Zbiórka miała być gestem pomocy, ale jednocześnie – według opisu sprawy – stanowiła komentarz do wcześniejszych konfliktów. A wtedy granica między życzliwością, ironią i prowokacją zaczyna być wyjątkowo cienka.
Czy każda sprawa pupila lokalnego barona powinna trafiać do organów ścigania? Marcin Cecotka miał uznać, że sprawa wymaga reakcji prawnej. Jednocześnie trudno nie zauważyć, że w ten sposób lokalny konflikt Stachaczyka z Chasikowskim przeniósł się z poziomu publicznych sporów do policyjnych protokołów. Ta historia jest ciekawa nie tylko ze względu na sam opis zbiórki. Pokazuje przede wszystkim, jak łatwo w małym środowisku każdy gest może zostać odczytany jako deklaracja polityczna. W dużym mieście podobna akcja mogłaby przejść niemal niezauważona. W lokalnym środowisku, gdzie wszyscy mniej lub bardziej się znają, a konflikty mają swoją historię, nawet pomoc dla konkurenta może zostać odebrana jako prowokacja. Najbardziej ironiczne w całej historii jest to, że akcja, która miała być gestem pomocy, zakończyła się postępowaniem i sporem o jej prawne konsekwencje.
Pewne jest natomiast jedno: w lokalnych wojnach medialnych coraz trudniej odróżnić szczery gest od ironii a pomoc od publicznego komunikatu. Czasem wystarczy kilka komentarzy i lokalny konflikt, żeby zamiast dobrej muzyki w eterze pojawił się… szum policyjnych protokołów. Rodzi się pytanie o to czy przyszłorocznym laureatem plebiscytu "Piotry" będzie policjant, prokurator czy sędzia.